.

Przybity na krzyż wykrzywiam usta w zapamiętanym grymasie
Wołając Ojcze w połowie słowa rozproszony
Gubię sens pytania czy wyrzutu

Jej suknia barwy duszy ma także wzór kwiatów
Pachnie niebem ziemią motylami
Tarzam się w snopie siana wyciągając jedną dłoń

Upewnienie jak tama stojąca w poprzek mojego nurtu
Fala za falą uderzam jak głową bezpomyślną
Po drugiej stronie pojawia się wąski strumyczek

Wszystkie kolory wystawiam prawdziwe są w świetle dnia
Lękam się czy spłowieją czas ma taką moc
Lękam się czasu przychodzą odcienie nowych czasów

W rozmiarze trzydzieści trzy szytym ciężarem obaw
Umieram i rodzę zgodnie z zasadami matki
Serce i słońce łączy nić unosząca mnie pod wiatr