Podróż, jaką zamierzyłem, na początku na 2 tygodnie, potem w relacji do cen biletów – de fakto przedłużyłem do 25 dni, była pod wieloma względami zaskakująca i edukująca. Podzielę się swoimi doświadczeniami, mając nadzieję, że komuś mogą się przydać.

Przygotowania „mentalne” do podróży rozpocząłem już kilka miesięcy wcześniej. Będąc w górach u przyjaciółki, trafiłem na wyjątkowego człowieka, który również był tam w odwiedziny – Agatę. Starą, mądrą duszę, która reprezentuje w moim odbiorze godną podziwu dobroć, otwartość i niewinność, bliską dziecku. Agata od kilku lat mieszka w Maroku ze swoim marokańskim partnerem. Opowiadała o tym kraju tak plastycznie i z takim przejęciem, że rozważając cel kolejnej podróży – uznałem to za znak opatrzności i postanowiłem wyruszyć właśnie do Maroka. To było lato 2018. Kolejne miesiące upłynęły mi na gromadzeniu wiedzy o tym kraju oraz przygotowaniach do wyprawy. Piszę – mentalnych, ponieważ charakter tripu – samotny, otwarty, niezależny, wymagał odpowiedniej podbudowy wewnętrznej. Równocześnie czytałem wszelkie znalezione w sieci relacje polskich podróżników odwiedzających Maroko.

Tutaj od razu będę wklejał materiały, które mogą być pomocne dla innych:

Loty samolotem:

  • loty czarterowe z Rainbow, lub innych domów wycieczkowych, finalnie nie skorzystałem, ale ceny są niezłe
  • loty bezpośrednie z Ryanair – dla mnie Kraków – Marrakesz, było strzałem w dziesiątkę, ceny w zależności od dat, potrafią być śmiesznie niskie.

Sprawdzenie cen lokalnych i przygotowanie budżetowe, wstępna organizacja:

  • na podstawie internetu, opowieści znajomych, etc.
  • z numbeo dla Maroka, w jakimś stopniu się pokrywa
  • na podstawie wypowiedzi użytkowników forum fly4free (to wszechstronnie bardzo pomocne)
  • ze swojej strony mogę teraz podsumować – ceny są dużo niższe, niższe, w ostateczności porównywalne do Polskich.

Długie godziny nad artykułami i relacjami z takich blogów i źródeł (wszystkim autorom serdecznie dziękuję za ich wysiłek w stworzenie relacji, które na różnym stopniu były dla mnie pomocne), m.in.:

Co mogę powiedzieć po odbytej podróży, na ile te materiały były dla mnie przydatne?

W jednym zakresie szczególnie – dodania odwagi, poklepania po ramieniu i potwierdzenia „Jakub, da się”. Uwierzyłem, pojechałem, było totalnie inaczej – ale muszę się zgodzić – da się. I taki jest mój generalny przekaz dla czytających – da się i warto.

W zakresie praktycznym – konkretnych wskazówek – także, oczywiście. Jednak trudno przygotować się na doświadczenia, które z polskiej perspektywy są kosmicznie odległe, póki się samemu w nich nie zanurzy. Więc artykuły i relacje innych były dla mnie raczej ogólnymi drogowskazami, flagami markującymi… Maroko, Afryka.. to dla nas, z perspektywy Polski, Europy – to jest kosmos. Totalnie inny świat. Tego po prostu trzeba doświadczyć.

Podstawowe informacje techniczne:
… wraz z rozwinięciem :)

  • wyleciałem z Krakowa do Marakeszu i tak samo wróciłem. W obie strony bez bagażu do pakowanego luku podróż może wynieść 400 zł. Z bagażem 20 kg o 300 zł drożej (w obie strony).

Ja musiałem wziąć bagaż, bo saksofonu nie chcieli mi wziąć do bagażu podręcznego, sprawdziłem to wcześniej i wykupiłem bagaż przed odprawą, dzięki czemu nie zaskoczyła mnie taryfa lotniskowa..

Jeśli chodzi o kwestie organizacyjne na lotniskach.. bez problemu. Mając odprawiony bagaż trzeba sobie przyjąć ekstra godzinę wcześniej na lotnisku, czyli być ze 2h przed zamknięciem bramek. Kolejka i tak jest, jedna wspólna dla wszystkich lotów. W pewnym momencie robi się gorąco i obsługa woła ludzi, którzy mają najbliższy lot, żeby przyszli bez kolejki, bieganie, pocenie się, itd…

Wylot – po odprawieniu bagażu kontrola osobista i lecimy. Do kontroli paszportowej w Marrakeszu trzeba mieć wypełniony specjalny druczek dla celników. Długa kolejka, w moim przypadku żadnych problemów. Potem można odebrać bagaż i można zaczynać przygodę.

Powrót – na lotnisko w Marrakeszu wchodzimy od razu przez bramki bezpieczeństwa i prześwietlenie bagażu. Znowu potrzebny druczek dla służby celnej. Potem do odprawy i kontroli osobistej i paszportowej. W Krakowie po odbiorze bagażu wychodzimy bramkami „nic do oclenia” i od razu można jechać do domu.

  • na miejscu wynająłem auto w lokalnej wypożyczalni.

Zapłaciłem 30 euro za dzień Dacii Logan. Chciałem w tej cenie wynająć auto terenowe, ale te były przynajmniej 150% droższe. Najlepsza cena jaką dostałem to 75 euro za Mitsubishi Pajero, co było poza moim budżetem. W Marrakeszu bardzo trudno o stary samochód, raczej mają tam max 2-3 letnie. I ceny wysokie. Z perspektywy dzisiaj i po sprawdzeniu wszystkiego teraz, to widzę, że chyba najlepiej byłoby wynająć auto z pełnym ubezpieczeniem na lotnisku z dużej wypożyczalni. Dużo taniej, Z drugiej strony, dzięki temu, że dostałem wypożyczalnię z polecenia, nie musiałem nic blokować na karcie (w ogóle nie przyznałem się że mam) a w zastaw zostawiłem tylko swój dowód osobisty. Nie oglądali auta po odbiorze, i chociaż nie było to wymagane, to umyłem je z przyzwoitości tydzień wcześniej (po rajdach na pustyni przypominało ucioraną we wszystkim szmatę..). Za mycie zewnętrzne i wewnętrzne, które trwało ponad godzinę, zapłaciłem 30 dirhamów, czyli mniej niż 15 zł, w punkcie przy stacji benzynowej.

Gdyby ktoś chciał skorzystać – kobieta zajmująca się wynajmem w mojej agencji:
Aziza, tel. + 212661181263
Kontakt dobry, po angielsku, po tym jak powiedziałem, że nie mam karty płatniczej, chciała paszport, powiedziałem że nie dam, ale mogę dać dowód, przyjęła jako kaucję. Można płacić w dirhamach albo euro. Umowa spisana, auta w bardzo dobrym stanie (potem wynajmowałem jeszcze osobowego Hyundaya). Generalnie rzetelna firma, ale nie najtańsza (jak później patrzyłem na oferty polecane przez Ryanair).

  • przejechałem ponad 5 000 km, będąc w podróży za kółkiem 23 dni.

Od poziomu morza do 2700 m n.p.m. Ocean, góry, pustynia, wybrzeże morza śródziemnego, liczne miasta. Nie dostałem żadnego mandatu. Na drodze czułem się doskonale. Jeżdżą tam totalnie inaczej niż u nas, bardziej inaczej niż w Paryżu, jeszcze bardziej inaczej niż we Włoszech, a nawet 3x bardziej inaczej niż na Ukrainie. A jednak nikt się nie zderza. Przy każdym rondzie, których jest od groma, 2, 3 a nawet 5 pasów ruchu zamienia się nagle w jeden.. albo 7. I jakoś nie ma żadnych wypadków. Każdy się wpieprza przed każdego, wygrywa szybszy i odważniejszy, klaksony słychać w trybie ciągłym, cały harmider ulicy przecinają liczni piesi i cykliści, zwłaszcza trzeba na nich uważać gdy zachodzące słońce wali po oczach.. chaos i armagedon? Tak. A jednak nie ma wypadków. To działa. Policja na to patrzy i nie ingeruje – i to chyba najlepsze co mogą zrobić. Strzegą wjazdu do miast. Poza miastami pilnują prędkości i nieprzekraczania linii ciągłej przy wyprzedzaniu, czasem ustawiając się z radarem czy lornetką nawet parę kilometrów dalej.. ale nie są upierdliwi. Pilnują przestrzegania zasad bezpieczeństwa. Za to w mieście – nie ingerują, nawet jeśli czasem kierują ruchem – to w ograniczonym zakresie. Ten szalony, pozornie chaotyczny rój zarządza się sam, nie robiąc sobie przy tym żadnej krzywdy.

Faktycznie, znaki czasem są po lewej, nie po prawej. Dlaczego? Najwyraźniej z prostej oszczędności – po prostu jest to znak dwustronny, za słupek trzeba było płacić tylko raz. Z kolei pasy ruchu są podzielone – nawet na 3-pasmówce w mieście – każdy na 2 pasy – lewa strona dla samochodów, prawa dla motocykli i rowerów. Jeśli nie wszystkie tak podzielono, to przynajmniej skrajny prawy służy do tego celu, albo jest to niepisana zasada – jedziesz autem – trzymaj się lewej strony pasa. Prawy skajny służy też do parkowania czy zatrzymywania się. Ale jak się spieszysz – to jedziesz też tym pasem i nikt Cię za to specjalnie nie karci. Wielu tak robi. Wygrywasz jeśli jesteś na pierwszym miejscu.

Jak na krawężniku są pasy biało czerwone to nie wolno stawać. Nie próbuj oszukać parkingowych i spodziewaj się, że zawsze Cię znajdą. Jak chcesz odjechać szybko to będą za Tobą biec i nawet wejdą przed auto. Pomagają parkować, bezwzględnie pilnują aby stawać równo, starannie, aby nie zajmować zbyt wiele miejsca. Pracują tak i trzeba im zapłacić. Ja dawałem 5 lub 10 dirhamów (czasem 2 lub 3) i byli zadowoleni. Często nawet nie patrzyli ile dostali.

Korki w miastach bywają uciążliwe, ale porównując to do Krakowa mogę powiedzieć – Maroko to miód malina. Nawet Casablanca czy Marakesz nie sprawiały mi jakiś strasznych problemów – ot wielkie metropolie, w których naturalnie jest duży ruch a prędkość przelotowa mała. Ale da się przejechać i wyjechać. Generalnie radzę przestrzegać prędkości w miastach, bo progi zwalniające potrafią zatrzymać zawieszenie, puszczając nadwozie. Oraz poza miastami, bo tam sporo kontroli. Poza nocą – w nocy chyba prawie wszyscy, łącznie z policją czy żandarmerią, twardo śpią.

Generalnie na drogach bez ograniczenia jechalem max 100 km/h, czasem 120 km/h. W miastach – tam już są wyraźne znaki – 60, czasem 50km/h.

  • gdzie bylem?

poświęcę na to osobny wpis lub wpisy.

Teraz wkleję tylko listę miast, które odwiedziłem, spisaną w samolocie, podczas podróży powrotnej:

Każde z miast, które zawarłem na tej liście, wiąże się z jakimiś doświadczeniami lub wspomnieniami. Niektóre opisałem jako te, gdzie spałem. Podkreślone – mają charakter kamieni milowych albo etapów.

  • brakowało mi terenówki.

Maroko jest stworzone do podróży samochodem terenowym. W tysiącu momentów mi brakowało właśnie tego – możliwości zjechania z trasy na pobocze, A z pobocza na pustynię. A dalej – podjechania pod górę, którą widzę na horyzoncie. …oczywiście robiłem to, tym nieszczęsnym kartonowym autem (na relację o podróży Dacią Logan poświecę osobny artykuł), ale z wymuszoną delikatnością i ostrożnością, oraz odpuszczając mnóstwo cudownych miejsc, gdy nie dało się już pojechać dalej.

Ale ukształtowanie terenu jest idealne do technicznej jazdy, na twarde AT-ki, podejścia miękkie. Do ewentualnego wyciągania chyba kotwicę trzeba mieć, bo drzew mało.

  • drogi są bardzo dobre

Pomijając wysoki Atlas, gdzie faktycznie drogi były wąskie, kręte, czasem poprzecinane wyrwami w asfalcie i zasypane żwirem i kamulcami z płynących nimi okresowo strumieni,. to asfalt marokański jest równy i nawet lepszy niż nasz. Albo jest stary ze żwirkiem i głośny, albo nowy, bez żwirku i cichy. Taka różnica. Jedziemy prosto, po równym, bez większych dziur.. nad oceanem gorsze drogi niż w górach. I oczywiści … legendarna „afrykańska prosta” :)

  • afrykańska prosta.

to jest termin, który ukłułem jeżdżąc po pustyni. Jedziesz. Jedziesz. I jedziesz. Prosto. Przez na przykład .. 20 minut. Potem zakręcasz.. 5 minut zakręcania. A potem znowu jedziesz prosto, Kolejne 10-15-20 minut. Prosto. Wokół ciebie tylko pustynia, która wraz z kolejnymi kilometrami różni się tylko granulacją żwiru. Na horyzoncie majaczą zarysy gór – czasem tak bliskie, że po zboczeniu z drogi w 10 minut możesz podjechać do podnóża góry, Stanąć z nią face to face, chociaż przed chwilą była tylko majakiem na horyzoncie. Ale póki jedziesz po asfalcie.. jest afrykańska prosta.

Afrykańska prosta. Niebo. Góry gdzieś na horyzoncie. I bezkres pustyni. Piasek, kamień, żwir.. w różnej granulacji. Rośliny – w zależności od regionu i zasobności w wodę – są od siebie oddalone o kilkadziesiąt albo kilkaset metrów. Dramatycznie powykręcane, potargane niesprzyjającymi warunkami. Cisza, Pustka. Asfalt, kamień i niebo. I tyle. I ty. Przez tydzień, na przykład. Niezwykłe doświadczenie.

Jeszcze bardziej niezwykle jest to, że …

  • Maroko to kraj niewidzialnych dróg.

Wydaje ci się, że jesteś na środku niczego? Bardzo się mylisz. Nie widzisz nic, ale najprawdopodobniej właśnie jesteś na jakimś punkcie jakiejś drogi, która od kilku- nastu / dziesięciu lat służy komuś jako tranzyt np. z domu na pastwisko. Albo gdzieś indziej. Najbardziej niezwykłym doświadczeniem tej „afrykańskiej prostej” jest to, kiedy pośrodku niczego, gdzie nie ma żadnego życia, żadnych domów, niczego.. nagle widzisz człowieka, który do Ciebie macha, żebyś go podwiózł. Skąd on tam się wziął?!

A jeszcze bardziej unikalne i niezwykłe jest to, kiedy pośrodku tego niczego spotykasz człowieka, który do Ciebie nie macha! Na co on czeka? Na kogo? Skąd się wziął i dokąd zmierza? Tajemnica. Rozwiązałem kilka takich tajemnic, podwożąc paru autostopowiczów, o kilka lub kilkanaście kilometrów.. ale często i generalnie – to nadal robi bardzo zaskakujące wrażenie. Człowiek znikąd, poruszający się dokądś, czekający na podwózkę, skazany na dobrą wolę kierowców.. bo nawet nie poruszający się w żadną stronę, tylko czekający.. ciekawe. Bardzo ciekawe.

  • ludzie się podwożą.

Myślę, że spokojnie można się pokusić o zwiedzanie kraju autostopem. Bardzo wielu ludzi nie ma samochodu i korzysta z pomocy innych, którzy chętnie podwożą. Nie licz na rozmowy, chyba że znasz arabski, ewentualnie francuski. Ale nikomu nie jest to potrzebne. Kiedy miałem popsute auto i szukaliśmy części, spędziłem długie godziny w ciszy, z 4 innymi facetami w aucie, czasem z włączonym radiem, a czasem po prostu w ciszy. To jest w porządku.

  • dzika turystyka w Maroku nie działa

Często tak właśnie podróżuję po Polsce, Słowacji i okolicach. Dmuchany materac, położone tylne siedzenia w moim aucie tworzą potężną przestrzeń noclegową dla 2 osób, Można stanąć wszędzie – a jeszcze lepiej – w doskonałym miejscu, precyzyjnie wybranym na dany wieczór, noc i nadchodzący poranek… w Maroku jest to niemożliwe. Zaraz przyjdzie do Ciebie kilku gości, zainteresuje się co Ty tu robisz, potem przyjdzie „big chef”, ktoś w rodzaju straży obywatelskiej / prywatnej policji .. i delikatnie acz dobitnie dadzą Ci do zrozumienia, że lepiej przenieść się w lepsze miejsce – przynajmniej camping. Których nie brakuje, chociaż w końcu z żadnego nie skorzystałem. Wszyscy których spotkałem, odradzali mi spanie na dziko, a próby wdrożenia tego spotkały się z brakiem akceptacji miejscowych, troską o moje bezpieczeństwo i niemożliwą do odrzucenia sugestią spędzenia nocy w lepszym miejscu… lepiej chronionym.

  • bezpieczeństwo

Generalnie – w moim odczuciu absolutnie ok. Jest bezpiecznie. Ludzie są gościnni, pomocni, troskliwi. Poza agresywnie nastawionym na turystów Marakeszem i incydentem moich zaręczyn.. mam odczucie wysokiego poziomu kultury osobistej i bezinteresowności. Im biedniejsi ludzie – tym bardziej pomocni. A Maroko jest raczej krajem ludzi ubogich, za to bardzo usatysfakcjonowanych ze swojego życia.

Jak z tym incydentem jest w istocie… nie wiem. Oczywiście, poznałem mnóstwo wspaniałych ludzi, którzy okazali mi swoją bezinteresowną pomoc i gościnę. Z własnej inicjatywy nawiązywali do wydarzenia zabójstwa dwóch skandynawskich turystek, wyrażając swój żal i troskę. Równocześnie informowali mnie, że jest wiele niebezpieczeństw, przestrzegali, abym miał się na baczności i że nie każdy jest taki jak oni. Mimo to spotkało mnie prawie samo Dobro. Mam głębokie poczucie, że wynika to z mojej praktycznej filozofii bycia, gdzie sam staram się każdej napotkanej istocie służyć podług swoich możliwości i równocześnie pokładam wielką ufność w Życie, przyjmując pokornie wszystko, co ono mi przynosi. Może gdybym skupiał swoją uwagę na zagrożeniach i niebezpieczeństwach, oraz pielęgnował strach z nimi związany, więcej takich rzeczy ściągałbym na swoją głowię? Pilnowałem oczywiście swojej torby, powierzonego mi samochodu i zachowywałem pełną odpowiedzialność za siebie samego.. ale nie wpadałem też w żadne paranoje, podchodząc do każdego z otwartością oraz założeniem, że jako ludzie na tej planecie, niezależnie od kraju, języka i koloru skóry.. wszyscy jesteśmy tacy sami. I że Marokańczycy w marokańskich górach nie różnią się zbytnio od Polaków w polskich górach. I nie spotkało mnie podczas całej mojej podróży wielkie zaskoczenie w tym temacie. Tylko szczegóły różne.

W zakresie bezpieczeństwa mogę poradzić – nie nastawiaj się w żadną stronę, zachowaj otwartość na Dobro, ale też weź pełną odpowiedzialność za to, co Cię może spotkać. Stawiaj umiejętnie granice w relacjach z innymi, unikaj sytuacji budzących w Tobie intuicyjny lęk, ale nie ulegaj żadnym stereotypowym paranojom. Czy różni się to od zaleceń bezpieczeństwa dla podróżowania po Polsce czy np. Francji? Chyba nie. To samo. Kolejny kawałek naszej globalnej wioski. Piękny i wart odwiedzenia.. a ludzie? Ludzie są wszędzie tacy sami.

Zapraszam do śledzenia mojego bloga, kolejne relacje i rewelacje wkrótce :)