brzęcząca klekocząca dudniąca … jeden wielki jazgot. Wyżej, niżej .. Na środku pustyni przy ognisku, z muzykami grającymi na tradycyjnych instrumentach. Dźwięk saksofonu, przy akompaniamencie skrzypiec, bębnów, talerzy, .. instrumentów, których nawet nie potrafię nazwać. Na placu głównym w Marakeszu.  Zaklinacze węży. Opowiadacze bajek. Wszystko zlewa się w jedno wielkie brzęczenie, falujące w górę i w dół. Spolaryzowane – męsko – damsko. Rój pszczół i trutni, nie opowiada skomplikowanych historii, jest czystym życiem. Życiem i przeżyciem. Bardzo pierwotny, plemienny, stadny. Przepiękny. Totalnie odmiennych od naszej, europejskiej społeczności. I muzyki.

Granie na pustyni. Granie nad oceanem. To coś zupełnie innego. To zupełnie inne światy.

Pustynia.

Wsłuchany w wiatr. W ciszę pełną dźwięków. Regularnej, męskiej siły. Naporu. Bezwzględności. Konsekwencji. Siły, wobec której tylko najwytrwalsi mogą stać z podniesionym czołem. Jak nieliczne pustynne rośliny. Tylko najwytrwalsi przeżyją te warunki. Jak Berberowie. Górale, którzy nigdy się nie poddali, którzy odpędzili każdą próbę podboju i wywalczyli sobie równorzędne z Arabami miejsce w marokańskiej społeczności. Twardziele. W górach rządzą. Na nizinach utrzymują niezwykłą elegancję i wysoki poziom kultury, nie mniejszy niż w ojczystych stronach.

Pustynia jest pusta. Jest prosta, twarda, zasadnicza. Nie jest martwa – ale też nie tętni życiem. Chyba że przecięta oazą. Tam łagodnieje nieco, pozwala na więcej luzu, odpoczynku, zabawy… rozkoszy. Oaza tętni życiem, tam gdzie jest woda – tam są też ludzie. Ale wystarczy oddalić się od życiodajnego źródła, a wokół tylko pustka i brak życia.

A propos źródeł, za Ar Raszidiją widziałem ludzi kąpiących się w gorącym źródle. Rozebrani do majtek moczyli się w niewielkim jeziorku z gorącą wodą (sprawdzałem dłonią, bardzo ciepła), na samym brzegu rzeki. Inni siedzieli na plaży i polewali się wodą z pojemników. Na krzewach obok zauważyłem bardzo licznie porozrzucane majtki, głównie – lub wyłącznie damskie. Nikt później nie potrafił mi tego wytłumaczyć.

Zmierzyłem się z pustynią i dostałem liczne lekcje. Ale graliśmy razem bardzo zgodnie. Partnersko. Akustyka doskonała. Niektóre wnętrza – np. rozpadliny tuż przy wzrastającej górze, niosły niezwykłe echo, które stawało się partnerem w rozmowie. Partnerem, któremu można powierzyć uczucia i refleksje, a on zrozumie, potwierdzi, że zrozumiał. Czy można sobie wyobrazić lepszego słuchacza ?

Oaza

Mój pierwszy kontakt ze wspólnym graniem był w Errachidii, u Józefa prowadzącego hostel House of happiness. Piękne miejsce. Piękny człowiek. Piękna atmosfera i ekipa tego wieczoru. Żal mi było wyjeżdżać.

Granie z muzykami na pustyni. To było niezwykłe. W sercu ich uczuć, w ich odczuciu piękna, w doskonałym akompaniamencie, zjawić się jak gość na chwilę, bez presji, by do nich przynależeć. Na tle tego regularnego, rytmicznego harmidru, powiedzieć swoje zdanie, swoją opowieść, historię. Wyrazić swój podziw i szacunek. Ale także odrębność i pokazać granice.

Tu też, poza miastem, najczęściej musiałem właśnie stawiać granice. Wszedłem głęboko w męskie grono lokalnych muzyków i rzemieślników. Byłem zachwycony każdym nowym doświadczeniem. Ale też niełatwo było z tego towarzystwa się wyrwać i kiedy wreszcie udało mi się wyjechać, spędziłem ciurkiem 6h za kółkiem, takiego miałem speeda, żeby się od nich oddalić. Wciągające totalnie. Oni potrafią żyć przyjemnie, a dni potrafią zlewać się w jedność.

Za dużo, za szybko, bez umiaru. Ale też bez przesady. Jest w tym jakiś balansujący na granicy poziom samokontroli, którego się trzymają. Pod warunkiem, że nie piją alkoholu. Allach istotnie jest wielki, że zakazał im pić. Arabowie bardzo źle reagują na alkohol, robią się skryci i agresywni. Bardzo pewni siebie jak i inne skutki typowe dla każdego człowieka pijącego alkohol, tylko że zwielokrotnione, bo oni nie potrafią pić. Nie mają kultury picia. No i to picie się źle kończy.

Lekko. Wręcz beztrosko jest w oazie, nad nigdy nie wysychającą rzeką. Rzeka cię wykarmi. Można żyć jak chcesz… zwłaszcza jeśli jesteś muzykiem. Przyjedź w lecie, jest mnóstwo festiwali, będziemy grali razem koncerty. Piękna perspektywa. Może kiedyś się spełni. Inshallah.

Ocean.

Ocean jest kobietą. Bezkresny w każdym wymiarze. Zawsze ciepły i miękki. Tętniący życiem. Jest głęboki i niezmienny w swojej esencji. Powstające na powierzchni fale są niczym, i niczym zmarszczki, chwilowe i nieistotne dla istoty oceanu. Emocje, słowa, szum. Nieregularny szum. Przy którym możesz spać spokojnie, w wiosce w której nie ma prądu i bieżącej wody, w pokoju w najwyższym budynku, poniekąd w wieży, ze wspaniałym tarasem na dachu i widokiem na ocean. Słuchać klekotu okiennic i o świcie podziwiać na tym tarasie wschód słońca i konstelacje barw na piasku, niebie i wodzie.

Jeździłem wzdłuż wybrzeża, starając się odwiedzić każdą dziewiczą plażę, do jakiej dało się dojechać. Autem osobowym zbudowanym z kartonu. Zatrzymywałem się tak blisko jak to możliwe, brałem ręcznik i saksofon i szedłem nad wodę. Czasem spędzałem tam kwadranse, czasem godziny. Spacerując po płytkiej wodzie, znajdując czasem miejsce o idealnej energii i akustyce. Spotykałem mnóstwo sympatycznych i przyjaznych ludzi. Wielu europejczyków, zwłaszcza wędkarzy i surferów.

Ocean jest kobietą, a kobieta wodą. Mężczyzna jest skałą i pustynią. Woda drąży koryto w skale i wpada do oceanu. A potem wraca. I ponownie spływa. Latami poruszając się wyłącznie dzięki siłom Natury. Gdzie woda – tam jest życie. Bez niej – nie byłoby nic. Jak nad jednym jeziorem .. a raczej dwoma.

Góry

Byłem nad dwoma jeziorami w sercu Wysokiego Atlasu. Pierwsze – jezioro kobieta. Wokół życie. Rośliny, kaczki, ryby. Domy. Drugie, kilka kilometrów dalej – jezioro mężczyzna. Nieskazitelnie czyste. Martwe. Woda i kamienie. Ani jednej wysokiej rośliny. Ani jednego człowieka. Ślady odwiedzających, osadnicy niewidoczni.

Góry nie są niegościnne, wręcz przeciwnie. Oferują Ci swą przyjaźń i opiekę. A że warunki górskie.. jesteśmy w górach, nikt nie będzie udawał, że jest inaczej. Jestem pełen podziwu dla tych dzielnych ludzi, żyjących tam z poczuciem godności, głębokiej satysfakcji.. a przy tym tak przyjaznych, pomocnych i bezinteresownych w swojej gościnności.

Istnieje zwyczaj, na jeden miesiąc w roku, że kobiety schodzą z gór na schadzki. Ma to związek z legendą dwóch jezior – kobiety i mężczyzny.. ale szczegółów już nie zrozumiałem. Wybaczcie. Czasem już nawet w muzyce łatwiej było coś zakomunikować, niż za pomocą słów.

Miasto

…i to już zdecydowanie temat na kolejną opowieść. Totalnie inny świat.

Zwłaszcza Marakesz.

Zasługuje na osobny artykuł.